9 kwietnia 2017

Moje ulubione miejsce we Włoszech - Polki polecają

Kilka tygodni temu zaprosiłam do współpracy 14 wspaniałych Polek.
Zapytałam, o ich ulubione mniej oczywiste miejsca, w regionie gdzie mieszkają we Włoszech - sama opisałam moje.
Każda zgodziła się uchylić mi rąbka tajemnicy i opisała swoje ulubione miejsce, do którego chętnie wraca .
Prawie wszystkie autorki tego zestawienia mieszkają na stałe we Włoszech.
Oddaję zatem głos wspaniałym rozkochanym we Włoszech kobietom.
Przed Wami zestawienie aż 15 mniej oczywistym miejsc.

Kawa przygotowana?
Zapraszam na najdłuższy post na moim blogu ;-)
 

Agnieszka ponad 4 lata temu przeprowadziła się do Neapolu. Od kilku miesięcy żyję między Kampanią a Abruzją, gdzie obecnie pracuję jako lekarz rezydent w szpitalu w L'Aquila na oddziale radioterapii. Agnieszka jest autorką strony facebookowej Przepadki neapolitańskie
Ulubionym miejscem Agnieszki jest Sant'Agata de' Goti
Moim ulubionym i odwiedzanym przeze mnie przy każdej nadarzającej się okazji miejscem w Kampanii jest Sant'Agata de' Goti. To niewielka miejscowość znajdująca się w prowincji Benevento, od Neapolu oddalona o około 45 km. Nowsza część miasteczka pochodzi z końca XIX wieku. Jest bardzo przyjemna i tylko zachęca do dalszego spaceru. A z niej platanowa aleja prowadzi na kamienny most, z którego widok za każdym razem zapiera mi dech w piersiach. To stare miasto zawieszone na tufowym owalnym tarasie o długości około 1 km. Z obu stron otoczone jest głębokimi dolinami dwóch dopływów rzeki Isclero. Historia tego miejsca sięga IV w p.n.e. kiedy znajdowała się tu miejscowość Saticula, a wspominał o niej Wergiliusz w swojej Eneidzie. Natomiast pierwsze wzmianki o Sant'Agata pochodzą z VI w. Kilkaset lat później do nazwy miasta dodano człon de' Goti. Nie jest jasne czy stało się to na cześć francuskiej rodziny De Goth, która gościła z Sant`Agata, czy w związku z przybyciem do niej w VI w. Gotów.
A jaka jest teraz Sant'Agata de' Goti? 

Jeśli między jej prostymi kamienicami przechadzałyby się kobiety w powłóczystych spódnicach i z chustami na ramionach i mężczyźni w obszernych przepasanych koszulach, to pewnie dokładnie tak samo jak setki lat temu. A atmosfera tego miejsca jest tak leniwa, że aż nierealna. Może dlatego kilka razy stało się ono się planem filmowym. To plątanina wąskich uliczek, niewielki plac przed katedrą i skromna fontanna, mała pracownia malarska tutejszego artysty, jakaś przytulna trattoria, całkiem zwyczajny bar i niewielki park z widokiem na górzystą okolicę.
Czas się tutaj nie liczy. I dlatego po leniwym dniu w miasteczku, siadam na kamiennym tarasie zaprzyjaźnionego Ristobaru i przy lampce lokalnego wina patrzę na zachód słońca. A po zmroku spacer zaczynam od nowa, bo uliczki i kamienice przy blasku latarni zmieniają swoje magiczne oblicze. 






Agata Rosińska z wykształcenia jest prawnikiem. Po zakończeniu studiów postanowiła kompletnie zrewolucjonizować swoje poukładane i dokładnie zaplanowane życie … i wyjechała do Włoch. Tak zaczęła się jej przygoda, która trwa do dziś. Mieszka w Ligurii, gdzie podoba jej się WSZYSTKO! Język, kultura, natura, KUCHNIA i oczywiście Włosi! To wszystko do tego stopnia, że postanowiła stworzyć własny blog www.thatsliguria.com .
Ulubionym miejscem Agaty jest panoramiczna droga SP 227, która łączy Santa Margherita Ligure z Portofino

Długo zastanawiałam się gdzie jest moje ulubione miejsce w Ligurii. Ostatecznie uświadomiłam to sobie wczoraj, kiedy właśnie po raz tysięczny się tam znalazłam ;)
Jest to panoramiczna droga SP 227, która łączy Santa Margherita Ligure z Portofino.
Droga poprowadzona jest wzdłuż skalistego, nadmorskiego brzegu na Półwyspie Portofino. Rozciąga się z niej przepiękny widok na wschodnie wybrzeże liguryjskie (przy dobrej widoczności widać nawet Cinque Terre). 
Co więcej, ten fragment półwyspu jest rezerwatem przyrody, więc morze i przyroda są tutaj fantastyczne. Ja najchętniej pokonuję tę trasę na piechotę (Santa Margherita Ligure dzieli niecałe 5 kilometrów od Portofino). 
Latem można zatrzymać się tu na jednej z licznych, publicznych plaż i się wykąpać (morze jest tutaj fenomenalne). Ale uwielbiam tu wracać o każdej porze roku. Poza sezonem spokój i cisza tutejszej natury są niesamowicie relaksujące. Po drodze, położona jest w malowniczej zatoczce, znajduje się maleńka wioska Paraggi. Poza plażą i kilkoma barami można znaleźć tu jeden z najekskluzywniejszych lokali w Ligurii: Le Carillon. Natomiast kawałek dalej, w jeszcze mniejszej zatoczce, znajduje się mała plaża publiczna z wypożyczalnią kajaków (wycieczka kajakiem wzdłuż brzegu półwyspu stała się moim corocznym rytuałem). Droga kończy się w Portofino, o którym można by pisać bez końca, ale to już inna opowieść… :)
Z kolei w drodze powrotnej zachodzę zawsze na targ rybny w Santa Margherita Ligure (znajduje się on na samym początku drogi SP 227). Nawet jeśli nie zamierzam nic tu kupić, fascynująca jest różnorodność stworzeń, które są tu wyławiane. Widziałam tu złowione rekiny, mureny, płaszczki, kraby … ale przede wszystkim specjalność Santa Margherita Ligure: czerwone krewetki (gamberi rossi). Sporo kosztują, ale są zdecydowanie warte spróbowania (można je znaleźć we wszystkich lokalnych restauracjach).
Moim zdaniem, ten fragment Ligurii jest naprawdę magiczny. Zdecydowanie go wszystkim polecam!
Widok z drogi SP227, trasa od Santa Margherita Ligure do Portofino - zdjecie autorstwa Agaty
Kasia wielka pasjonatka włoskiego regionu Lacjum. To w Latinie wychowywał się jej narzeczony. Odkrywa, kosztuje, dopytuje, doczytuje, słucha morza i opowieści mieszkańców- napawa się pięknem Lacjum i piszę o tym pięknym regionie. Autorka bloga Poznaj Lazio
Ulubionym miejscem Kasi jest Terracina
Z natury jestem romantyczką, lubię malownicze widoki czy barwne zachody słońca. Jednocześnie fascynują mnie miejsca z historią, gdzie wyobraźnia może do woli tworzyć kolejne wizje tego jak dane miejsce mogło kiedyś wyglądać. Takie właśnie wrażenia oferuje starożytna świątynia w Terracinie.
Tuż nad samym morzem, na wzgórzu znajduje się dawna wyrocznia, której pierwsze mury powstały ok. VI w.p.n.e. Imponujące klasyczne kolumny, rozległe tarasy, zagadkowe przejścia i pozostałości po Wielkiej Świątyni wywołują pytania jak takie modły musiały wyglądać w starożytności.
Widok ze wzgórza o każdej porze wzbudza zachwyt! Za dnia możecie delektować się widokiem na Górę Circeo (nazwaną tak gdyż przypomina profil śpiącej wróżbitki Kirke), niebiańskimi kolorami morza od błękitu po turkus, w oddali rozpoznać Wyspy Poncjańskie. Wieczorem natomiast podziwiać zachodzące słońce, którego blask odbija się w tafli morza. Prawdziwa uczta dla oczu!
Świątynię zwiedzić można codziennie, letnimi wieczorami oferta poszerzona jest o pokaz świateł i dźwięków. Terracina to świetna opcja dla rodzin z dziećmi, par czy dla miłośników historii! Każdy zrelaksuje się na swój sposób. Jak się tam dostać? Najlepiej samochodem, jadąc z Rzymu to ok. 1,5h. Moje małe wskazówki: miejsce idealne na oświadczyny! ☺ Co więcej: 20 lipca z okazji Festa del Mare wystrzeliwane są stamtąd fajerwerki.

Terracina - zdjęcie autorstwa Kasi
 
Kasia w 2007 roku przyjechała pierwszy raz na wakacje do Toskanii. Dwa tygodnie wywróciły jej życie do góry nogami. Okazało się, że w małym, toskańskim miasteczku odnalazła swój dom. Potrzeba było kilku lat, by ten sen się zrealizował. Zaczęła pisać z tęsknoty do kamiennego domu, a dziś w końcu jest tu... Jej blog "Dom z kamienia" opowiada o zakochaniu się we własnych marzeniach, o ich realizacji i codziennym życiu w Toskanii.
Ulubionym miejscem Kasi są szlaki Dantego
Nigdy bym nie pomyślała, że kiedyś w moim adresie będzie napisane provincia Firenze. Przedziwny splot wypadków sprawił, że zamieszkałam 64 km od jednego z najpiękniejszych miast świata, jednak to nie ono jest tutaj moim najulubieńszym z ulubionych miejsc. Kiedy padł pomysł na ten artykuł wiedziałam, że muszę opowiedzieć o szlakach Dantego, o ścieżkach, którymi spacerował jeden z największych mistrzów słowa, ojciec języka włoskiego, i którymi i mnie jest dziś dane się przechadzać.
Ścieżki Dantego ciągną się dwoma liniami między Florencją a Ravenną. Przechodzą przez Apeniny, gdzie Toskania graniczy z Romanią. Jedna trasa prowadzi przez Dicomano San Godenzo, San Benedetto in Alpe (tu znajduje się opisany w Divina Commedia wodospad Acquacheta), dalej przez Marradi i Brisighellę. Druga, równoległa trasa to Poppi, Premilcuore, Portico di Romagna, Dovadola i Forli.
Ścieżki Dantego są niezwykłe z wielu powodów. Po pierwsze spacer nimi zawsze okraszony będzie arcyciekawą historią Toskanii i Romanii, po drugie natura jest tu zdumiewająca, malownicze górskie potoki, szczyty z których widać morze, wodospady, ścieżki jak z bajkowych scen. Po trzecie cisza i spokój - to miejsca znane tylko wtajemniczonym „trekkingowcom". Nie ma pielgrzymek turystów, a często wręcz przez wiele kilometrów nie spotyka się żywej duszy. I ostatni argument za tym, by w te strony zawitać to szałasy i schroniska, gdzie każdy może zatrzymać się na nocleg. Wystarczy mieć swój śpiwór i coś na ząb. Kamienne capanni nic nie kosztują, otwarte są dla wszystkich a często też wyposażone w podstawowe sprzęty czy nawet produkty typu kawa, cukier. Trekking w tych stronach ma zupełnie inną twarz. Sami się przekonajcie i wyruszcie śladami Dantego.
Na szlakach Dantego - zdjecie autorstwa Kasi
 
Marzena z wykształcenia jest kulturoznawcą. Od 2012 roku mieszka na stałe we Włoszech. Na co dzień pracuje w hotelu w Pisogne, sezonowo jest przewodnikiem w Parku Narodowym w Naquane w Capo di Ponte. Uwielbia podróże i naukę języków obcych. W wolnym czasie tworzy swój nowy blog http://lamialombardia.blogspot.it/, w którym, oprócz turystycznych wskazówek, ukazuje codzienność na włoskiej emigracji.
Ulubionym miejscem Marzeny jest Pisogne
Tym jednym jedynym i szczególnym dla mnie miejscem we Włoszech jest bez wątpienia Pisogne. Jest to malutkie i przeurocze miasteczko, położone w północnych Włoszech nad jeziorem Iseo. Było to miejsce, które od pierwszej wizyty skradło moje serce i to właśnie dzięki Pisogne rozpoczęła się moja wielka przygoda z Italią! Jest to piękna perełka umiejscowiona między taflą jeziora a majestatycznymi górami. 
Pisogne ma naprawdę sporo do zaoferowania. Przede wszystkim zachwyca bajkowymi widokami. Gdzie się nie obejrzymy możemy podziwiać iście pocztówkowe krajobrazy. Do tego dodajmy urokliwe centrum miasta z rynkiem, ciasnymi uliczkami, kolorowymi kamienicami i wieżą, z której rozpościera się cudna panorama. Na miłośników sztuki czeka kościół Santa Maria della Neve z przepięknymi freskami Romanino. Pisogne jest idealnym miejscem na spacery i wędrówki, ale też oferuje nam szeroką gamę przeróżnych restauracji, pizzerii i barów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Dla mnie Pisogne jest też oazą spokoju, miejscem w którym żyję, pracuję ale i chętnie spędzam swój wolny czas. Do tego wszystkiego dodajmy uśmiechniętych i sympatycznych mieszkańców, z którymi często ciężko jest się dogadać nawet po włosku (dialekt przede wszystkim!). To oni są najważniejszą częścią Pisogne i tworzą jej małomiasteczkowy klimat. Dla mnie to taki mały raj na ziemi, do którego wszystkich serdecznie zapraszam.
Pisogne - zdjęcie autorstwa Marzeny


Elżbieta mieszka w Genui od 25 lat z mężem Sardyńczykiem i synem.
Z wykształcenia jest germanistką. Od wielu lat pracuje jako tłumaczka przysięgła języków polskiego, włoskiego i niemieckiego. Prowadzi fanpage Linguemix - Traduzioni e interpretariato. Zakochana po uszy w Genui. Jej hobby są podróże, Chopin i Schumann oraz malowanie pisanek.

Ulubionym miejscem Elżbiety jest Boccadasse
Jednym z moich ulubionych zakątków w Ligurii jest Boccadasse, niegdyś osobna osada rybacka, należąca dziś do genueńskiej dzielnicy Albaro. Jej nazwa pochodzi prawdopodobnie od kształtu małej zatoki przypominającej pysk osła (bocca d'asino). Według legendy osadę założyli hiszpańscy rybacy około roku 1000, którzy w małej zatoce znaleźli schoronienie przed nawałnicą. Ciekawostką jest, choć nie do końca sprawdzoną, że emigranci genueńskiego pochodzenia nazwali la Boca (od Boccadasse) jedną z dzielnic Buenos Aires.
W Boccadasse przeszłość spotyka się z teraźniejszością. Domy o pastelowych barwach, zbudowane ciasno jeden obok drugiego, przeglądają się w wodach zatoki, rybacy naprawiają sieci i łodzie, a w małych galeriach sztuki, restauracjach czy lodziarniach goszczą turyści. Cała osada wraz z małym placem, zadedykowanym Neptunowi, punktami panoramicznymi i małymi stromymi uliczkami, często dzielącymi wzgórza na pół, zwanymi crêuze od dawna jest miejscem spotkań genueńczyków uciekających od zgiełku miasta.
Wart zwiedzenia jest kościół parafialny Św. Antoniego Padewskiego, gdzie podziwiać można dzieła m.in. Antonia Canepy i liczne wota jako podziękowanie za ocalenie na morzu.
O Bocadasse mowa jest w literaturze i muzyce. Gino Paoli, słynny piosenkarz i autor tekstów, który przez lata tam mieszkał, zadedykował Boccadasse niejedną ze swych piosenek, a poeta Eduardo Firpo wiersz pod tytułem „Boccadâze”.

Boccadasse - zdjęcie Tiziana Buglione.

Natalia Fabisiak studentka Italianistyki w Rzymie, pomysłodawczyni nauki Włoskiego w Apulii, od pięciu lat zakochana w obcasie włoskiego buta. Prowadzi bloga www.vitaliana.pl gdzie opowiada o Apulii poza turystycznym szlakiem. 
Ulubionym miejscem Natalii jest Acquaviva di Marittima
Półwysep Salentyński, który znajduje się na samym obcasie włoskiego buta, to zachwycający region
oferujący autentyczne miejsca, historie i niepowtarzalną kulturę ludową. Znajdziemy tu tradycje i rytuały, niewystępujące w żadnym innym miejscu we Włoszech. Spędzimy lato pełne atrakcji albowiem czekają na nas festy, festyny i święta na cześć patronów poszczególnych miast z regionalnym jedzeniem oraz ludowym tańcem pizzica. Największą zaletą Salento są jednak cudowne plaże z krystalicznie czystym morzem.
Miejscem, które dziś chciałabym Wam opisać jest Acquaviva di Marittima. Mała zatoczka po stronie Morza Adriatyckiego, pomiędzy Otranto a Santa Maria di Leuca. Dokładnie dwa kilometry za Castro (w stronę Marina di Marittima), które słynie z pięknego skalistego wybrzeża znajduje się plaża o nazwie Acquaviva.
Bardzo ciężko zauważyć ją z drogi prowadzącej wzdłuż wybrzeża jednak jest to prawdziwy skarb wśród zatłoczonych latem plaż Apulii. To malutka i bardzo klimatyczna skalista plaża, która słynie z LODOWATEJ wody. Wszystko dzięki źródełku, które wpada do morza dokładnie w tym miejscu i które -gwarantuję!-zapewni Wam orzeźwienie w upalne dni. Najlepiej jest wybrać się tu samochodem, który będziecie mogli zaparkować na pobliskim parkingu. Od zeszłego roku otwarty jest również Bar serwujący wszystko czego potrzebujecie.
Polecam Wam to miejsce z całego serca!
Acquaviva di Marittima - zdjecie autorstwa Natalii
 

Barbara z wykształcenia jest kulturoznawcą. W Rawennie zapuściła swoje korzenie już 20 lat temu. Od 2000 roku pracuje jako licenjonowany przewodnik wycieczek po regionie Emilia-Romagna, Republice San Marino, jako pilot i tłumacz przysięgły w sądzie rejonowym.Uwielbia podróżować, a przede wszystkim kocha swoją pracę, dobre jedzenie i wino. Autorka bloga http://emiliaromagnazprzewodnikiem.blogspot.it/
Ulubionym miejscem Barbary jest Fattoria Paradiso
W Romanii, gdzie przebywam już dość długo, można zwiedzić szereg, pełnych ciekawej historii, miejscowości. Najważniejszymi są Rawenna i Rimini – miasta założone ponad dwa tysiące lat temu nad Adriatykiem, gdzie do tej pory zachowały sie zabytki z tego okresu. Jednak moim najbardziej ulubionym miejscem jest malutka Bertinoro i przede wszystkim jedna z najstarszych winnic położona w pobliżu o niebiańskim imieniu – „Fattoria Paradiso”. Uwielbiam tutaj przyjeżdżać nawet na cały dzień! 
Na stoku niskiego wzgórza pośród 50 hektarów winorośli stoi mały dworek, należący kiedyś do bogatej rodziny Ugarte Lovatelli, wzniesiony w miejscu którego korzenie sięgają czasów rzymskich. Pierwsze dokumenty potwierdzają działalność winnicy w XV wieku. Tutaj urodził się jeden z najzdolniejszych malarzy Renesansu, Marco Palmezzano, ktory kształcił się w pracowni Melozza w pobliskim Forlì, gdzie dzisiaj można podziwiać jego obrazy. 
Inicjały mistrza „MP” są wygrawerowane na frontonie monumentalnego kamiennego kominku w jednym z pokoi dla znamienitych gości. Wszędzie na ścianach domu wiszą zdjęcia słynnych polityków, aktorów, astronautów..., którzy odwiedzili to emanujące spokojem miejsce. Były prezydent Włoch Sandro Pertini, Ronald Regan, Ferruccio Lamborghini, nasz papież Jan Paweł II byli tutaj i przede wszystkim pili wyśmienite Sangiovese riserva Vigna delle Lepri (oficjalne wino Kwirynału), stare czerwone wino Barbarossa, białe wino Albana Gradisca, nazwane przez Federyka Felliniego, słynnego włoskiego reżysera urodzonego w Rimini, tak jak jeden z bohaterów jego filmu „Amarcord” nagrodzonego Oscarem. Można by było wymieniać jeszcze długo... ale lepiej nie tracić czasu na pogaduszki, bo degustacja czeka! Zapomniałabym – 200 metrów dalej od winnicy jest agryturystyka z basenem. Po prostu rajskie miejsce!
Fattoria Paradiso, Via Palmeggiana 285, Bertinoro (FC) http://www.fattoriaparadiso.it/
Fattoria Paradiso - zdjęcie autorstwa Barbary
Justyna z wykształcenia jest filologiem i italianistką, z zamiłowania italofilką i podróżniczką. Na Sycylię przybyła z miłością do tej wyspy, do jej kultury i do Sycylijczyków, w szczególności do jednego :) Nie umiem przetrwać bez mocnego espresso, słodkiego cannolo z ricottą i pistacjami oraz pasty alla norma. Justyna jest autorką bloga Italia - Spori & Colori
Ulubionym miejscem Justyny jezioro Pozzillo
Pamiętam dokładnie, kiedy pierwszy raz zobaczyłam jezioro Pozzillo. Wracaliśmy z jednej z naszych wypraw w głąb Sycylii, gdy nagle Enzo obwieścił mi, że może zabrać mnie w jeszcze jedno piękne miejsce, ale muszę się szybko decydować bo za chwilę miniemy jedyny zjazd z autostrady. Jęknełam wtedy dwa razy – pierwszy, gdy pomyślałam sobie o bolących mnie straszliwie, pełnych odcisków stopach (mimo to powiedziałam hardo andiamo, wedle mojej zasady „nie mówię nie Sycylii”) i drugi, z zachwytu, gdy powoli zjeżdżaliśmy w głąb doliny w której znajduje się Lago Pozzillo. Wracamy tam regularnie i wcale nie przeszkadza nam to, że z Katanii mamy do pokonania około 65km. 
Pozzillo znajduje się już w prowincji Enna, zaraz za miasteczkiem Regalbuto. Jezioro powstało przez wzniesienie tamy na rzece Salso, wśród ostatnich wzniesień gór Nebrodi i Erei, muszę dodać, że w pogodne dni widać Etnę i jest to spektakularny widok. Lokacja jest bardzo urokliwa i każdy znajdzie coś dla siebie. Mamy park linowy gdzie można się wyszaleć, ale to atrakcja otwarta tylko w sezonie letnim, podobnie jak kajaki, które przyciągają tłumy. Cały rok dostępna jest strefa barbecue, gdzie można grillować z przyjaciółmi i rodziną. Jak to zwykle bywa, jezioro przeżywa oblężenie w wakacyjne miesiące, ale już od połowy września ponownie jest oazą spokoju. Miejsce idealne na leniwe spacery czy pikniki.
Jezioro Pozzillo - zdjęcie autorstwa Justyny
Małgosia pracuje jako profesjonalny tłumacz pisemny i ustny. 
Prowadzi fanpage https://www.facebook.com/MesTraduzioni/ , na którym zamieszcza informacje dotyczące Polski i Włoch, przedstawiając ciekawostki historyczne, turystyczne, kulinarne oraz tradycje obydwu krajów. W relacjach tekstowo - fotograficznych zachęca do odwiedzenia pięknego miasteczka, w którym mieszka. 
Ulubionym miejscem Małgosi jest San Benedetto del Tronto
San Benedetto del Tronto - jedna z najbardziej popularnych miejscowości wypoczynkowych na Riwierze Palmowej nad Morzem Adriatyckim liczy ok. 50 tys. mieszkańców. To jeden z najważniejszych we Włoszech aktywny port turystyczny, port rybacki oraz hurtowy targ rybny.
Miasto otoczone typowymi dla regionu Marche zielonymi wzgórzami, którego dokładne pochodzenie nie jest znane. Istnieje przekonanie, że osada powstała obok kościoła, gdzie przechowywane są szczątki rzymskiego żołnierza św. Benedykta Męczennika, który zginął śmiercią męczeńską w starożytnym miasteczku Cupra Marittima.
Miejsca o walorach historycznych i artystycznych: katedra Najśw. Marii Panny opiekunki Marynarzy, Sanktuarium Matki Boskiej Łaskawej, Teatr Miejski Concordia, latarnia morska, pomnik Rybaka.
Na uwagę zasługuje charakterystyczna dla Riwiery Palmowej długa plaża z drobniutkim białym piaskiem, usytuowana wzdłuż przybrzeżnych płytkich wód morskich, w otoczce pięknych palm - ponad. 7 000 - i kwitnących oleandrów. Czysta woda o niebiesko-zielonej barwie, przepiękna promenada o dług. 5 km. z trasą rowerową, port i wiele innych letnich atrakcji.
Obok typowych obiektów noclegowych w hotelach udostępnia odwiedzającym je turystom apartamenty prywatne i liczne kempingi oraz miejsca aktywności sportowej - kort tenisowy, pałac sportu, kompleks hokejowy i tor do jazdy na rolkach, kręgielnia, baseny i tor lekkiej atletyki.
Ojczyzna „zupy rybnej sambenedettese” i obszar doskonałych win DOC: Falerio z Wzgórz Ascolańskich i Rosso Piceno.
Od 1999 roku miasto jest nagradzane rok w rok Niebieską Flagą, przyznawaną wybrzeżom europejskim, które spełniają kryteria jakościowe wód przybrzeżnych i oferowanych usług przez Fundację na rzecz Edukacji Ekologicznej.
Do San Benedetto del Tronto można dojechać samochodem: autostrada A 14 - zjazd Ascoli Piceno; pociągiem i autobusem lub samolotem: lotniska Pescara, Ancona, Bologna i Rzym.
San Benedetto del Tronto - zdjecie autorstwa Małgosi


Ewa mieszka od 25 lat we Włoszech. Z wykształcenia poważny prawnik, a z zamiłowania szalona wielbicielka nieprzetartych szlaków i alternatywnych sposobów na spędzanie czasu. Tłumaczka, mediatorka i pośrednik handlowy. Ostatnio również blogerka http://ewamariapacini.it/pl/main.html
Ulubionym miejscem Ewy jest wystawa cytrusów ozdobnych
Moje ulubione miejsce we Włoszech? 
Całe Włochy, bezdyskusyjnie. No ale żarty na bok. 
Kto mnie chociaż trochę zna z mojego bloga to wie, że mam ciężkiego fioła na punkcie cytrusów. I nie może być inaczej – na ukochane miejsce we Włoszech wybrałam stałą wystawę ponad 200 odmian roślin cytrusowych. Niesamowite to miejsce znajduje się w miejscowości Pescia, w firmie szkółkarskiej Oscar Tintori. 
Wystawę można oglądać codziennie w godzinach otwarcia takich jak obowiązują we Włoszech, czyli od 09.00 do 13.00 i potem od 15.00 do 19.00. Warto sprawdzić i się upewnić zawczasu, ponieważ zmiana następuje w okresie zimowym i godziny otwarcia ulegają lekkiej modyfikacji.
Toskania słynie z upraw cytrusów ozdobnych, którą to tradycję do ogrodów w klasycznym stylu włoskim wprowadzili Medyceusze w mniej więcej XVI wieku. Tematykę staram się zgłębiać na moim blogu, a wystawa ponad 200 odmian cytrusów ozdobnych warta jest zobaczenia, bo rzadko się takie coś widuje w naturze. Najlepszy okres do zwiedzania wystawy to miesiące od października do maja, kiedy jest sezon na dojrzewanie niesamowicie smakowicie wyglądających owoców.
Komu się spodoba taka roślinka i zapragnął by zakupić sobie pamiątkę z tak niecodziennego miejsca, to może tego dokonać od razu na miejscu. Do wyboru są prawie wszystkie odmiany, produkowane tu na miejscu, zdrowe, hodowane od szczepki w szklarnianych warunkach z dostępem do światła dziennego.
Wystawa cytrusów - zdjęcie autorstwa Ewy
 
Maja Krajnowska - z wykształcenia polonistka, mieszka w Rzymie od 7 lat.  Jest licencjonowanym przewodnikiem po Rzymie i pilotem wycieczek. Autorka przewodnickiego profilu na Facebooku https://www.facebook.com/przewodnikwrzymie, gdzie publikuje ciekawostki o Wiecznym Mieście.

Ulubionym miejscem Mai jest Opactwo - Sanktuarium "Tre Fontane" w Rzymie
Rzym jest miastem wyjątkowym, magicznym, inspirującym... Przeplata się tu na każdym kroku przeszłość z teraźniejszością. Jakikolwiek zakątek Wiecznego Miasta byśmy wybrali - wszędzie jest pięknie.
Czasem warto skryć się przed tłumami, odwiedzić mniej znane miejsce i przenieść się w inną przestrzeń, gdzie czas nie płynie. Opactwo - Sanktuarium „Tre Fontane” znajduje się na niewielkim wzgórzu w południowej części Rzymu tam, gdzie setki lat temu biegła antyczna Via Laurentina. Opiekują się nim ojcowie trapiści. I to tam w I wieku, według przekazów, zginął męczeńską śmiercią Św. Paweł. W miejscu, które dotknęła jego ścięta głowa, wytrysnęły trzy źródła, nadając tym samym dzisiejszą nazwę Opactwu.
Dziś jest to oaza ciszy i spokoju. Dociera tam niewielu turystów. Kompleks monastyczny stanowią trzy kościoły: najstarszy z czasów średniowiecza dedykowany Św. Wincentemu i Anastazemu; Matki Bożej Schodów do Nieba oraz Św. Pawła przy Trzech Źródłach; aleje spacerowe oraz sklep, w którym ojcowie Trapiści sprzedają swoje produkty: olej, miód, czekolady, sery, konfitury i wysokiej jakości trunki, w tym sławne likiery, grappę i ważone przez nich piwo. Na terenie opactwa znajduje się również jedyne w Rzymie „frantoio”(tłoczarnia oliwy), gdzie można zobaczyć z bliska jak tłoczy się na zimno oliwę z oliwek (konieczna rezerwacja).
Lubię odwiedzać to miejsce i wracam tam za każdym razem, gdy ktoś prosi mnie, aby pokazać mu coś wyjątkowego...
Sanktuarium "Tre Fontane" w Rzymie - zdjęcie autorstwa Mai
 

Blanka Borgo - od 2005 roku mieszka we Włoszech w Piemoncie. Autorka bloga Italia jaka lubisz.
Od 2015 roku zaprasza nad jezioro Orta i Maggiore turystów z Polski wskazując im noclegi,
miejsca, które warto zwiedzić i podsuwa regionalne i lokalne dania i wino.
Inne pasje to rzemiosło artystyczne, terapie naturalne - ajurveda.

Ulubionym miejscem Blanki jest Omegna
Omegna znajduje się w Piemoncie. To urokliwe miasteczko może być interesujące dla Was z wielu powodów. Jednym z nich jest na pewno jego położenie. Z jednej strony bowiem podlewają je wody wspaniałego Jeziora Orta, z drugiej zaś ochraniają dumnie Alpy i malownicza kraina, w której mieszka Pinokio - Valle Strona.
Do doliny, w której lezy Omegna zagląda różowiący się w słońcu masyw Monte Rosa oraz szczyt Alp Penninskich – Mottarone. Omegna znana jest w okolicy z Targowiska (Mercato), które odbywa się co czwartek nad brzegiem Jeziora, ale najbardziej kojarzy się z zakładami produkującymi artykuły gospodarstwa domowego wysokiej jakości najsłynniejszych projektantów. Na pewno wielu z Was zaskoczy fakt, że właśnie w Omegni produkuje się sławną na cały świat kawiarkę firmy Bialetti (1931 r)!!! Oprócz niej w Omegni znajdują się zakłady Alessi – produkujące przybory kuchenne znane z wyszukanego designu i wysokiej jakości oraz Lagostina – producent garnków i sztućców z najwyższej polki. Produkty można obejrzeć w muzeum - Fondazione Museo Arti E Industria Di Omegna. Co roku w sierpniu w Omegni nad jeziorem odbywa się Międzynarodowy Festiwal Sztucznych Ogni „Fiori di Fuoco”, który jest częścią święta patrona Omegni SAN VITO. Tydzień świętowania ukraszają liczne straganiki z rękodziełem i smakowitościami oraz koncerty.
Lubie to miasteczko za jego malownicze widoki oraz knajpki nad jeziorem, gdzie można zjeść coś pysznego w przerwie czwartkowego kolorowego targowiska.
Omegna - zdjęcie autorstwa Blanki




Mieszkanka Genui, żona Sardyńczyka, mama dwóch dziewczynek. Wielbicielka literatury klasycznej, dobrych filmów i wszystkiego co włoskie. W wolnych chwilach pisze bloga i opowiada o tym, że i w Italii czasem są problemy. Marzy o napisaniu książki. Autorka bloga Ratunku Italia.

Ulubionym miejscem Sabiny jest Finale Ligure
Liguria, w której mieszkam, składa się z samych pięknych miejsc i tak naprawdę ciężko wybrać te ulubione. Od razu przychodzi mi na myśl magiczne Portofino, niezwykłe Portovenere czy urokliwe Cinque Terre, będące turystyczną wizytówką Ligurii. 
Jest i Genua, jedyna i niepowtarzalna, brzydko-piękna stolica regionu, do której trzeba dojrzeć, choć nie wszystkim się to udaje (mnie zajęło to dobrych kilka lat). 
Na bogatej mapie Ligurii znajdują się również mniej znane, za to niczym nie odbiegające od tych większych miasteczka i do jednego z nich chciałabym gorąco zaprosić miłośników Italii. Finale Ligure, bo o nim mowa to przepiękna miejscowość, znajdująca się około półtorej godziny drogi od Genui i nie miałabym nic przeciwko temu, by tam zamieszkać. Ujął mnie krajobraz, ład i spokój, jakiego w stolicy regionu po prostu nie ma. Nie dajcie się jednak zwieść, ponieważ mimo tej ciszy Finale Ligure oddycha i to pełną parą.
Finale Ligure otoczone jest wzgórzami, które jakby wpadają do morza, a widok ten zapiera dech w piersiach. Deptak przy morzu zachęca do spacerów i zabawy, a licznie rozlokowane hotele usatysfakcjonują i najwybredniejszych klientów. Sklepiki w centrum miasteczka zapraszają do zakupów i delektowania się tutejszymi specjałami, ze słynną liguryjską focaccią na czele. Finale Ligure to raj dla turystów, pragnących odetchnąć od wielkomiejskiego gwaru i spędzić leniwe wakacje na plaży. Kto chce zaszaleć, niech przyjedzie do Genui, kto zaś odpocząć i kontemplować liguryjski czar, niech wybierze Finale Ligure. Jestem pewna, że tego nie pożałuje, chyba że tak jak autorka wpisu, jeździ tam w bardzo konkretnym i nieprzyjemnym celu, jakim jest dentysta ;).
Plaża w Finale Ligure - zdjęcie autorstwa Sabiny
A gdzie jest moje ulubione miejsce ?
Gdy ktoś mnie o to pyta, zawsze otrzymuję taką samą odpowiedź - Pellestrina.
Jakieś 10 lat temu odkryłam Pellestrinę i od tej pory nie mogę się z niej wyleczyć. Dla mnie jest swego rodzaju moim ukrytym skarbem.
Jest tam wszystko, co kocham.
Tam czuję się dobrze i swobodnie, szczególnie latem, gdzie wszędzie nad Adriatykiem jest tłoczno.
Piasek jest cudownie biały, a morze ma fantastyczny kolor. Nie ma tutaj leżaków, ani parasoli do wynajęcia, nie ma sprzedawców pamiątek.
Pellestrina to zaledwie trzy małe miejscowości rybackie - prawie wszyscy tutaj nazywają się Scarpa lub Vianello.
Pobyt na tej wyspie  to swego rodzaju powrót do przeszłości.
Spacerując wzdłuż nabrzeża spotkasz miejscowych, którzy siedzą na zewnątrz swoich domów w wąskich zaułkach, plotkując, rozmawiając. Czasem natkniesz się na rybaków cierpliwie naprawiających sieci, które są gotowe do kolejnego połowu.
Na Pellestrinie poczujesz smak życia wyspiarzy. Poczujesz się lepiej.
Polecam wstąpić do baru Siciliano, w którym rybacy gromadzą się wokół stołu bilardowego, grają w karty i wypijają szklankę aperitifu Spritz - moim zdaniem jeden z lepszych w regionie.
Och, jak kocham Pellestrinę !
A może i Ty pokochasz ?

Które z tych miejsc spodobało się Wam najbardziej ?
Koniecznie dajcie znać!


Spodobało się ? Podaj dalej!

Zapraszam do dołączenia mojej grupy facebookowej - Włochy po mojemu ;-)

Zapraszam do polubienia mnie na Facebooku lub google+, dziękuję za odwiedziny :-)


 

8 komentarzy:

  1. To bardzo ciekawe spojrzenie na Włochy. Świetny pomysł.
    Każde z tych miejsc jest na swój sposób atrakcyjne, no i chyba godne polecenia.
    Fajny materiał.
    Pozdrawiam
    Kris

    OdpowiedzUsuń
  2. Super reportaz...Wiele jest pieknych miejsc we Wloszech...Sorrento,Amalfi,Positano,Capri....Ja akurat mieszkam w poblizu jednego z wymienionych miejsc w felietonie,mianowicie Sant'Agata dei Goti...miasto sredniowiecza,polozone na szczycie gory w dolinie Isclero.. Pieknie miejsce na spacery

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkasz w pięknej okolicy, tylko pozazdrościć!

      Pozdrawiam serdecznie


      Renata

      Usuń
  3. Świetny materiał dziewczyny i fajny czas na publikacje posta- pomysly na spędzenie wakacji teraz wydają sie łatwiejsze ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację :-)
      Może ktoś pojedzie w nasze ulubione miejsca.

      Pozdrawiam serdecznie

      Renata

      Usuń
  4. Mnie najbardziej spodobała się... wystawa cytrusów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem. Brzmi naprawdę interesująco!

      Pozdrawiam serdecznie

      Renata

      Usuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.
Cieszę się, że tu jesteś :-)
Jeszcze bardziej się ucieszę, jeśli zostawiasz ślad po sobie.