13 marca 2016

Jak polskie blogerki spędzają święta wielkanocne we Włoszech ?

Włoska Wielkanoc różni się od polskiej pod wieloma względami.
Nie jest tak uroczyście jak w Polsce, nie ma tutaj zwyczaju święcenia pokarmów i
świątecznego śniadania, nie ma dyngusa!
Brakuje jej trochę tego specyficznego ducha świąt, uroczystych obrządków i kolorów polskich pisanek.

Wielka Sobota to niestety zwyczajny dzień. 
Jajka królują, owszem, ale tylko w postaci ogromnych jajek czekoladowych, którymi obdarowuje się dzieci i nie tylko.
Dla Włochów święta wielkanocne są bardzo istotnym wydarzeniem towarzyskim, którego wagę podkreśla powiedzenie:"Natale con i tuoi, Pasqua con chi vuoi" czyli "Boże Narodzenie należy do rodziny, Wielkanoc z kim chcesz".
Możemy zatem generalnie obchodzić Wielkanoc we Włoszech na dwa sposoby: wyjazd na cały okres świąt, często z przyjaciółmi albo domowe świętowanie, z małym wypadem na piknik albo przynajmniej wyjściem z domu na dłuższy spacer w Wielki Poniedziałek.
Pomimo tego wyrażenia Włosi zazwyczaj spedzaj
ą niedzielę z rodziną, natomiast poniedziałek Wielkanocny, czyli "Pasquetta" spędzają z przyjaciółmi.
Wielkanoc to przede wszystkim czas spotkań w rodzinnym gronie.
Głównym posiłkiem dnia, wręcz symbolicznym momentem dla włoskich rodzin, jest wielkanocny obiad.
Menu tego posiłku jest bardzo zróżnicowane, a każdy region posiada swoje typowe wielkanocne potrawy.
Jednak na włoskich stołach przeważają potrawy z baraniny, mięso z jagniąt, cielęciny czy koziego mięsa podawane z młodymi ziemniakami i smażonymi karczochami.
Jeśli chodzi o słodkości, to nie może zabraknąć tradycyjnej włoskiej Colomby, czyli gołębicy.
Jest to puszysta babka, nadziewana migdałami, kawałkami czekolady, bądź posypana cukrem pudrem, kształtem przypominająca gołębia w locie. Przepis znajdziecie tutaj
Trudno zresztą generalizować – kuchnia włoska ma tyle odmian i zwyczajów, ile regionów, miast i wsi.
Miesiąc temu zaprosiłam do współpracy polskie blogerki mieszkające na stałe we Włoszech i piszące o Włoszech.
Poprosiłam, aby każda opisała jak spędza Święta Wielkanocy.
Okazało się, że każda spędza je w inny sposób, są cechy wspólne, ale jak to bywa we Włoszech każdy region to inna rzeczywistość. Inne zwyczaje i obrzędy.
Moim zdaniem dziewczyny wybrnęły z zadania świetnie!
Oceńcie sami!
Oto jak polskie blogerki spędzają święta wielkanocne we Włoszech.

Zdjęcie autorstwa Marzeny

Marzena - pasjonatka gotowania i fotografowania, mieszkająca w okolicach Rzymu, prowadzi blog "Fotografia i kuchnia".
Wielkanoc we Włoszech, a w szczególności Rzym, to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, gdzie można spędzić te święta.
Klimat celebracji i przeżywania tych świąt zapewnia bliskość Watykanu, kiedy to na placu św. Piotra spotykają się ludzie z całego świata by uczcić Zmartwychwstanie Jezusa i uzyskać błogosławieństwo papieża.  

Jak spędzam je ja?
Wielkanocny klimat zazwyczaj zaczynam już w Wielki Piątek, kiedy to wybieram się na Drogę Krzyżową do Colosseum.
Tłumy, emocje, łzy wzruszenia, obecność papieża – coś czego nie da się opisać słowami, to trzeba po prostu przeżyć.
 

Kolejny dzień to sobota, miedzy pracą, a wolną chwilą odwiedzam sklep polski, szykuje koszyczek i pędzę do polskiego kościoła przy ul. Botteghe Oscure 15 na święcenie jajek.
Polonia rzymska ma to szczęście, że Kościół św.Stanisława stał się swojego rodzaju symbolem Polski, domem poza domem, gdzie tradycje polskie są nadal kontynuowane i przez tysiące osób przestrzegane.

Święconka, sprzątanie, gotowanie i oczekiwanie na świąteczny dzień.

Niedzielę wielkanocną zazwyczaj zaczynam mszą św, czasem w kościele polskim, a czasem w Watykanie.
Po czym odwiedziny rodziny lub znajomych, wspólny obiad, spacer...
Lany poniedziałek nie jest wcale lany, ale jeśli jestem w polskim towarzystwie, to Polacy między sobą tę tradycję podtrzymują, Włosi natomiast poświęcają ten dzień na pikniki, spacery i aktywność na świeżym powietrzu, a ja zwyczajnie do niej
dołączam.
 

Kulinarnie z Wielkanocą jest różnie, jeśli mam czas czas to zaopatruje się w polskie produkty i robię barszcz biały na prawdziwym zakwasie, piekę babkę czy mazurki, jeśli nie to z Wielkanocnych tradycji pozostawiam tylko jajka na różne sposoby.
Jestem zdania, że świąteczne jedzenie jest tylko dopełnieniem przeżywania tych świąt i tak naprawdę ma znaczenie jak i z kim ten czas spędzamy.
Wolna Wielkanoc zdarza mi się rzadko, ale jeśli już to właśnie spędzam ją właśnie tak.
Wesołych Świąt i smacznego jajka!


Alfonso, Włoch z okolic Neapolu, od 7 lat mieszka i pracuje w Polsce, obecnie w Krakowie, razem ze swoją dziewczyną prowadzi polsko-włoski blog kawacaffe.pl
Wielkanoc w Neapolu to czas, który ma własne tradycje i smaki, nieco inne od reszty Włoch. W czasie Wielkiego Tygodnia możecie zobaczyć religijne rytuały typowe dla regionu jak np. procesje Wielkiego Piątku (polecam zwłaszcza procesję "incapucciati" czyli mężczyzn w kapturach w Somma Vesuviana).
W tym czasie poczujecie też mnóstwo, rozchodzących się po ulicach miasta, zapachów ciast, które są przygotowywane i jedzone w okresie świątecznym, jak na przykład "pastiera"- aromatyczne ciasto na bazie kaszy i ricotty- oraz "Casatiello"- słone ciasto przygotowywane z prostych składników takich jak salami, różne sery i jajka.
Przepis na Casatiello znajdziecie na moim blogu.


Ewa, odkąd pamięta zauroczona włoskimi krajobrazami, od ponad 10lat ściśle związana z Umbrią, skąd bloguje o codziennym życiu polsko-włoskiej rodzinny - autorka bloga Kartka z Kalendarza
Jako rodzina mieszana staramy się dzielić świąteczny czas, między naszymi rodzinami, dlatego też, co kilka lat święta Pashy, spędzamy na włoskiej ziemi. Nasze święta tutaj są raczej spokojne, typowe dla regionu, w którym mieszkamy.
No, ale jak wygląda tradycyjna umbryjska Wielkanoc?
Jej duchowe celebrowanie nie różni się jakoś mocno od tego polskiego - droga krzyżowa ulicami osiedla, triduum paschalne.
Mnie jednak zauroczył minimalizm obchodów Niedzieli Palmowej - wierni, którzy tego dnia udadzą się do świątyni, przy drzwiach zostają obdarowani gałązkami drzewa oliwnego.
Nie ma przepychu, niepisanych konkursów na największą, najpiękniejszą, najdroższą palmę, gdyż wszyscy w dłoni dzierżymy taką samą witkę - znak pokoju.
Zgodnie z lokalną tradycją, po powrocie do domu należy umieścić ją przy krzyżu.
 

Jest jednak jedna rzecz, do której Włosi, a zwłaszcza włoskie gospodynie, nigdy nie podejdą minimalistycznie - jedzenie. A skoro o jedzeniu mowa, nie mogłabym nie wspomnieć o święcące, której tradycja w Umbrii jest bardzo żywa. Nieco się ona różni od polskiego, symbolicznego koszyczka, nie tyle zawartością co wielkością. Włosi bowiem, nie rozdrabniają się na drobne i nie pieką wszystkiego w wersji mini. Przeciwnie, tutejsze kilkukilogramowe kosze muszą pomieścić wszystko w formacie XXL - chleb, torta/pizza di pasqua (babka serowa), kiełbaski, wędlina (obowiązkowo capocollo), jajka, wino, oliwa, a nawet ogromniaste czekoladowe jaja niespodzianki.
 

Wspomniana powyżej torta di pasqua, jest głównym składnikiem umbryjskiego, pashalnego śniadania. Tradycyjnie serwowana jest wraz z gotowanymi jajkami, przełożona wędliną, najczęściej capocollo. Przepis na torta/pizza di pasqua znajdziecie tutaj.
U nas w rodzinie, poświęcone pokarmy spożywamy w formie przedobiedniej przekąski, gdyż dopiero wtedy spotykamy się w większym gronie.
 

Po obfitym obiedzie (najczęściej costolette di agnello) następuje to co najmłodsi lubią najbardziej - deser. Podczas gdy dzieciaki, w poszukiwaniu niespodzianek,‘’rozbijają’’ czekoladowe jaja, pozostali domownicy raczą swoje podniebienia, typową dla prowincji Perugia, Ciaramicolą. Pod nazwą tą kryje się różowa (swój charakterystyczny kolor zawdzięcza likierowi Alchermens, dodawanemu do wyrabianego ciasta) babka, pokryta chrupką bezą i udekorowana kolorową posypką. Niebiańska bomba kaloryczna, której barwy nawiązują do biało-czerwonego herbu miasta.
 

Pasquetta, czyli wielkanocny poniedziałek, to dla nas dzień relaksu, idealny na wycieczkę za miasto i podziwianie piękna otaczającej nas natury. 
Naszą ulubioną poobiednią metą jest spacer brzegiem jeziora trazymeńskiego.  
No, ale poniedziałek bez dyngusa to nie byłby poniedziałek. A, że tata Włoch zawsze zapomina o mokrej polskiej pobudce, to syn i mama radość mają podwójną ;-)

Kasia - blogerka w 2007 roku przyjechała pierwszy raz na wakacje do Toskanii. Dwa tygodnie wywróciły życie do góry nogami. Okazało się, że w małym, toskańskim miasteczku odnalazła swój dom. Potrzeba było kilku lat, by ten sen się zrealizował. Zaczęła pisać z tęsknoty do kamiennego domu, a dziś w końcu jest tu... Jej blog "Dom z kamienia" opowiada o zakochaniu się we własnych marzeniach, o ich realizacji i codziennym życiu w Toskanii.
Wybuchająco i muzealnie - nasza pierwsza toskańska Wielkanoc.
 

Nim nasza emigracja stała się faktem, deklarowałam, że mimo całej mojej ślepej miłości do Italii, jakiekolwiek święta zawsze będę spędzać w Polsce.
Życie jednak miało inne plany i w 2015 roku musiałam pierwszą Wielkanoc spędzić z dziećmi w Toskanii. Jeśli o mnie chodzi byłam nawet zadowolona z takiego obrotu sprawy, nie musiałam pucować okien, piec dziesięciu mazurków, pędzić od jednego stołu do drugiego, by zadowolić wszystkich krewnych. Nawet dzieci, po pierwszym rozżaleniu, zrozumiały, że zawsze może być miło, wszystko zależy od nas samych.
Pomyślałam, że jeśli już tak się stało, że musieliśmy zostać w domu, to może warto wykorzystać ten moment, by poznać tradycje toskańskiej Wielkanocy.
Przekopałam różne źródła i znalazłam najbardziej widowiskową z tutejszych tradycji wielkanocnych - carro scoppiante - czyli wybuchający wóz we Florencji. 


W niedzielny ranek, tak jak nakazuje polska tradycja, zjedliśmy uroczyste śniadanie i zaraz pognaliśmy na stację kolejową. 
Dotarliśmy na piazza Duomo w ostatniej chwili, by znaleźć dogodne miejsce i zobaczyć na własne oczy, jak mechaniczna gołębica, którą biskup przy akompaniamencie dzwonów wypuszcza spod głównego ołtarza, uderza z impetem w wóz, wyglądający jak pojazd z magicznego świata, uwalniając ognie, fajerwerki i wystrzały. 
Wspaniałe widowisko, powtarzane każdego roku już od czasów Medyceuszy!
Ponieważ zeszłoroczna Wielkanoc przypadała w pierwszą niedzielę miesiąca, zatem wstęp do muzeów był bezpłatny. Wiadomo też, że Florencja na turystów nigdy się nie zamyka, nawet w święta. Wykorzystałam więc i tę sposobność, by dzieciom dostarczyć kolejnych atrakcji. 
Zwiedzaliśmy jedno muzeum po drugim, aż poczuliśmy, że nogi zaczęły odmawiać nam posłuszeństwa. 
Plecak już nie ciążył, bo zjedliśmy wszystkie łakocie, które były naszym obiadem i podwieczorkiem świątecznym. Przysiadaliśmy na kamiennych murkach, to tu, to tam i zajadaliśmy z apetytem kanapki z toskańskiego chleba z karkówką pieczoną, taką jak robi moja mama, a na deser sernik z ricotty i mascarpone.
Kiedy zaczął zapadać zmrok, rozsiedliśmy się w pociągu zmęczeni, ale szczęśliwi. To była Wielkanoc odbiegająca od stereotypu, ale piękniejsza niż wiele innych ...
Nie wiem czy dlatego, że była dla nas pierwszą, toskańską Wielkanocą, czy dlatego, że była właśnie taka inna, czy też dlatego, że nikt niczego od nas nie wymagał ...


Marzena - tłumacz, przewodnik, kulturoznawca, we Włoszech na stałe od 2012 - autorka bloga La mia Lombardia
Sezon grillowy czas zacząć!
 

Przyznam szczerze, że "uroczysty" wielkanocny obiad nie różni się praktycznie NICZYM od zwyczajnego niedzielnego posiłku.
To, co nakazuje jeść tradycja, to jagnięcina lub koźlęcina.
Mięso z reguły jest upieczone i podawane z polentą, pieczonymi ziemniakami, gotowanym szpinakiem i grzybami.
Na deser serwowana jest LA COLOMBA - ciasto drożdżowe, w smaku zbliżone do panettone, kształtem rzekomo, jak wskazuje nazwa, ma przypominać gołębicę.

Kolejnym tradycyjnym daniem jest "öf, böch e salam", czyli tłumacząc po kolei jajka, sałata i salame. Niestety opisana kulinarna kombinacja nie przypadła do gustu mojej camuńskiej rodzinie, więc na Wielkanoc ograniczamy się do pieczonych mięsiw i polenty.
Jajka jakoś im nie pasuj
ą do świątecznej koncepcji.
We Włoszech najbardziej brakuje mi święconki.
Wielki Piątek też niekoniecznie jest dniem postnym i można śmiało wcinać wędliny.
A poniedziałek wielkanocny (wł. Pasquetta) jest oficjalnym rozpoczęciem sezonu grillowego w całej Italii i dniem który spędzamy w gronie znajomych! 


  
Aneta odkrywa przed nami przysłowiowy czubek włoskiego buta, czyli Kalabrię, pisząc o życiu widzianym oczami socjologa emigranta - autorka bloga http://hellocalabria.blogspot.it/
Szczerze powiedziawszy, w żaden szczególny sposób nie obchodzę Wielkanocy ani po polsku, ani po włosku.
Kalabryjskie rytuały Wielkiego Tygodnia omijam szerokim łukiem.
W kuchni nie ulegam presji gotowania i nie szykuję ani mazurków, ani pastieri, ani Pizzi ccu l'ova (typowe ciasta szykowane przez moją kalabryjską rodzinę).
Czasami skuszę się na dekorowanie ciasteczek lukrem o świątecznej formie spędzając tym samym czas z córkami. 

Zdjęcie autorstwa Anety
Bo z wielkich czekoladowych jaj też już wyrośliśmy.
Ale jest jedna tradycja, której ulegam z przyjemnością.
Pasquetta kalabryjska, którą świętujemy na wsi.
Każdy Kalabryjczyk podtrzymujący tradycje spędza Poniedziałek Wielkanocny na łonie natury. Wtedy oblegane są wszystkie aree piknikowe w lasach. A gdy pada, to wówczas pozostają lokale.
Pasquetta na świeżym powietrzu zaczyna się od wczesnych godzin a kończy na kolacji. Ale na szczęście moja rodzina dysponuje wieloma domami na wsi i tam urządzamy prywatne obiady, nawet na 40 osób. Ciężko jest się oprzeć zaproszeniom na taki obiad szykowany przez Kalabryjskie kobiety.


Dominika Friedrich, mieszkająca od 25 lat w południowych Włoszech, z zawodu inżynier, z zamilowania od zawsze gotuje, autorka dwóch portali informacyjnych, narazie "work in progress" www.kalabriabocznymidrogami.pl i www.sycyliabocznymidrogami.pl , której pasją jest enogastronomia i Południowe Włochy, czyli Mezzogiorno, ale szczególnie zakochała się i straciła głowę dla Sycylii i jej mieszkańców, kuchni, wina - uważa Nero d'Avola za najlepsze wino na świecie - i słodkich sycylijskich wcieleń ricotty, jak sama określa wpadła w uzależnienie od nich.
Kalabryjska Wielkanoc... jak jej kulinarny symbol – Cuzzuba... pełna niespodzianek...
Kalabria to legendy i żywe tradycje, najważniejsze związane z Wielkim Tygodniem.
Wielka Sobota to Affrunata – Maryja nie wierzy, że Chrystus Zmartwychwstał i Święty Jan musi ją o tym przekonać, dopiero wtedy zdejmuje ona żałobny welon.
Druga tradycja - Vattienti (Nocera Terinese).

W Wielką Sobotę przechodzi boso procesja, uczestnicy chłostają się po nogach rózgami z ostów. To mieszkańcy, którym towarzyszą synowie niosąc czerwone krzyże, w przyszłości zastąpią ojców. 
Kalabria - tradycje chrześcijańskie mieszają się z pogańskimi, dodajmy mniejszości albańskie, ich tradycje... Wystarczy kilka kilometrów... znajdziemy zupełnie inne... Kalabryjska Pasqua - kulminacyjnym punktem jest niedzielny rodzinny obiad.
Drugi dzień - Pasquetta to piknik... kosze wypełnione kalabryjskim wędlinami, serami, oliwkami, lasagne po kalabryjsku, parmigiana ... zabiera się mięso, do upieczenia na grillu. Od rana w powietrzu czuć zapach dymu ... to pierwsza okazja aby przyjechać do domów letniskowych i zainaugurować bella stagione. Więcej znajdziecie tutaj.


Sycylijska Wielkanoc... jest jak jej kulinarny symbol - Cassata Siciliana...
Na całej Sycylii, w każdym jej zakątku, czujemy wręcz mistyczny ferment.
Tradycje chrześcijańskie mieszają się z pogańskimi.
Najważniejszy momentem to... świąteczny Niedzielny, rodzinny obiad.
Tradycją jest spędzanie drugiego dnia Świąt - Pasquetta na łonie natury na pikniku (czytaj wyżerce). Od rana w powietrzu unosi się zapach dymu ... to pierwsza okazja aby przyjechać do domów letniskowych i zainaugurować “bella stagione”.
Podczas Wielkanocy odkryjecie mistyczne oblicze Sycylii… Nie ma miejscowości, która nie miałaby swojej Procesji. Najważniejsze tradycje związane są z Wielkim Tygodniem. Są różne lokalne tradycje - w Prizzi odbywa się Taniec Diabłów. Demony i śmierć próbują nie dopuścić do spotkania Zmartwychwstałego Chrystusa z Jego Matką. Do spotkania dojdzie, zwycięży dobro.
Trapani - Misteri Męki Pańskiej, jak w średniowiecznym filmie, na ulice wychodzą figury z XVII wieku. Od wtorku w Wielkim Tygodniu codzienne procesje. Wielki Piątek – całonocna Procesja, do soboty rano, kiedy to następuje wejście do kościoła...To jeszcze przede mną, od lat moi sycylijscy przyjaciele zapraszają mnie, ale ja najczęściej spędzam Wielkanoc w Polsce... Więcej znajdziecie tutaj.

Wesołych Świąt! Buona Pasqua!


Anna - autorka bloga Pod Słońcem Italii - włoskie przygody po raz pierwszy znalazła się we Włoszech w wieku trzech lat, jako mała dziewczynka bawiła się na wykopaliskach w Luni i Sirmione, jako nastolatka zwiedzała Włochy i uczyła się włoskiego, w latach 2000 studiowała archeologię na UW, potem w Mediolanie. Na blogu pisze przede wszystkim o swoich pasjach: sztuce, archeologii i gotowaniu.
To będą moje szóste z rzędu święta spędzone w Belpaese. Religijna nie jestem, dlatego nie brakuje mi wykonanej z bazi palmy, ani święconych jajek. Mimo wszystko, przy pomocy naturalnych barwników, maluję jajka, piekę mazurki, w tym roku planuję wyhodować rzeżuchę. Za każdym razem cieszę się z początku wiosny.
Włoska Wielkanoc to przede wszystkim kolejna okazja do spotkania znajomych i do najedzenia się.
 

W minionych latach spędzałam święta w towarzystwie mediolańskich przyjaciół, którzy uwielbiają ogromne bankiety wydawane w ich wiejskiej posiadłości.
W niezobowiązujących strojach, w ogrodzie i przy dobrym winie zajadałam się smakołykami, a co ciekawe, naszą ucztę rozpoczynaliśmy od malowanych jajek na twardo. Wyjątkowo im się spodobał ów polski zwyczaj. Raz byłam gościem neapolitańskiej rodziny, u której poczułam atmosferę włoskiego południa. Znów podmiejski domek, blisko 30 osób przy stole. Na początek błogosławieństwo i pokropienie wodą święconą przy pomocy gałązki oliwnej, potem jedzenie - wędliny, sery, makaron, jagnięcina pieczona w kominku i tradycyjna pastiera napoletana.
 

Dzisiaj mam swój włoski dom, mam narzeczonego i plany na przyszłość. Niektóre polskie zwyczaje z przyjemnością kultywuję, natomiast we włoskich świętach podoba mi się akcent położony na odradzającą się naturę. Tradycja nakazuje spędzić Poniedziałek Wielkanocny na powietrzu, co ochoczo czynię.
Więcej na temat moich włoskich świąt tutaj: http://podsloncemitalii.pl/dieta-srodziemnomorska/wielkanoc-po-wlosku/


A jak spędzam je ja?

Moje święta są spokojne, bez dużego zamieszania. 
Podchodzę do świąt z włoskim stoicyzmem, w stylu slow.
Parę razy nawet obchodziłam święta poza domem.

Wszystko zależy u mnie od tego czy mam gości czy nie.
Zazwyczaj przyjeżdżają do mnie rodzice lub moja przyjaciółka.
Szczerze powiedziawszy, nie obchodzę Wielkanocy ani po polsku, ani po włosku.

Połączyłam natmiast te tradycje w kuchni.
W moim menu wielkanocnym nigdy nie brakuje jakiejś potrawy z jajka i oczywiście barszczu białego. Przepis na mój barszcz biały znajdziecie tutaj.
Nie szykuje wszystkiego tydzień wcześniej. Nie popadam w obłęd świąteczny.
Jestem szczęśliwa, że nie muszę tego robić, po to by zadowolić wszystkich.
Zazwyczaj w czwartek zaczynam szykować Colombę.
W piątek robię zakupy na świąteczny stół. 

Nigdy nie może zabraknąć u mnie baraniny, którą najpierw marynuję a później mój mąż w niedzielny wieczór grilluje.
W ostatnie święta jak była moja przyjaciółka, to do soboty praktycznie nic nie przygotowałam.
Na święta staram się szykować szybkie potrawy.
Praktycznie do soboty zwiedzałyśmy, a po obiedzie w 3 godziny przygotowałyśmy świąteczne menu.
Czy może być co
ś lepszego jak wspólne gotowanie w gronie bliskich osób?
W niedzielę zasiadamy do świątecznego stołu, i jak to bywa we włoskiej naturze biesiadowanie do samego wieczora.
Jeśli mamy ochotę po południu wybieramy się na spacer. 

W poniedziałek nie ma dyngusa. Zazwyczaj to dzień wycieczek poza dom lub piknik na pobliskich wzgórzach w gronie bliskich lub przyjaciół.
Wszystko zależy od pogody.

Moj pierwszy piknik świąteczny we Włoszech
Wesołych Świąt! Buona Pasqua!

Spodobało się ? Podaj dalej!

Zapraszam do polubienia mnie na Facebooku lub google+, dziękuję za odwiedziny :-) 


 

2 komentarze:

  1. Pozdrawiam Wszystkich ... piszących i opisanych - Alleluja!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wpis, rowniez pozdrawiam piszacych i czytelnikow :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.
Cieszę się, że tu jesteś :-)
Jeszcze bardziej się ucieszę, jeśli zostawiasz ślad po sobie.